Pisałam wcześniej o zależnościach pomiędzy naszymi uwarunkowaniami genetycznymi a skutecznością terapii w poście pt. Gen odpowiedzialny za efekty leczenia HCV
Pragnę powrócić do tego tematu, ponieważ sama niedługo będę się poddawać analizie mojego genotypu.
Uważam że wykonanie tego badania, daje nam pacjentom nie tylko wiedzę o swoim statusie genetycznym ale także argumenty w ręku aby zadecydować o tym jaką drogę należy wybrać by jak najskuteczniej walczyć z wirusem.
W mojej ocenie to badanie jest zasadne w następujących przypadkach:
- kiedy otrzymujemy propozycję terapii standardowej a poziom zwłóknienia wątroby nie jest bardzo zaawansowany. Możemy podjąć świadomą decyzję czy przy genotypach IL 28 B słabiej się leczących , nie bardziej logiczne jest wstrzymanie się z terapią do momentu wprowadzenia trzeciego leku, kiedy nasze szanse na wyleczenie wzrastają
- u ludzi młodych, którzy mają niski stopień zwłóknienia, niewiele chorób dodatkowo ich obciążających . Za to mają duże szanse na dostanie się do programów badawczych nad nowymi lekami. W przypadku homozygotyczności np. allelu C(C,C) otrzymują dodatkowy argument podczas rozmów z lekarzami. W zależności od kryteriów badań , firmom zależy na wykazaniu swojego preparatu a taki status genetyczny jest wyjątkowo atrakcyjny i zwiększa poniekąd szanse na dostanie się do takiego programu.
- dla osób które ubiegają się o powtórną terapię ale już trzecim lekiem. Świadoma decyzja czy chcemy z naszym zestawem genów podjąć leczenie eksperymentalne w których jest ryzyko że trafimy do grupy kontrolnej np. leczonej standardową terapią . W tym przypadku niestety efekt może być podobny jak za pierwszym podejściem . Wiedza o IL28 B daje nam narzędzie selekcji takich badań i ośrodków je prowadzących ,już na wstępnym etapie
- informacja o naszym statusie genetycznego umożliwia często świadomą decyzję o kontynuowaniu lub przerwaniu leczenia, czy też skrócenia samej terapii. Ilu pacjentów tyle skomplikowanych historii i nie rzadko bardzo trudnych decyzji związanych ze skutkami ubocznymi terapii.
- dla osób w ostrej fazie zakażenia HCV w celu prognostyki samowyleczenia. Jednak bardzo rzadko pacjent ma świadomość obecności wirusa na tak wczesnym etapie.
W Polsce są dostępne nowe metody diagnostyki w tym względzie. Ja zrobiłam wywiad na temat laboratorium we Wrocławiu które proponuje nie tylko badanie krwi w tym kierunku ale także jest możliwość określenia naszego genotypu na podstawie wymazu z policzka. Niezwykle ułatwia to życie i daje niezależnie od miejsca zamieszkania możliwość niekłopotliwego wykonania genotypowania. Pocztą otrzymujemy zestaw do pobrania próbki a następnie odsyłamy ją do dalszej analizy. Poza tym w laboratorium Rex proponuje od razu badanie na dwa uwarunkowania genetyczne IL28B SNP C/T (rs12979860) oraz polimorfizm IL28B SNP T/G (rs8099917) obydwa mają znaczenie przy samowyleczeniu a przede wszystkim podczas samej terapii. Wrocław w tej chwili wykonuje te badania najtaniej z uwagi na to że nie wysyła próbek za granicę. I dla mnie ważna informacja, nie ma ograniczeń czasowych związanych z terapią, można uzyskać wiedze o swoim statucie genetycznym nawet w trakcie leczenia.
Więcej informacji na ten temat http://www.rex.pl/genotypowanie-interleukiny-28b.html
Niezależnie od tego co lekarze mówią, ja będę zachęcać w uzasadnionych przypadkach do tego by posiadać wiedzę o swoim statusie interleukiny 28 B. Nigdy nie wiadomo kiedy ta wiedza się może przydać. Badanie jest co prawda kosztowne ale wykonuje się go raz w życiu, nasz genotyp niezależnie od tego jak długo chorujemy i czy się leczyliśmy czy nie , nie ulega zmianie. To informacja zakodowana w naszym genomie z którą się rodzimy i umieramy. A trudno nie skorzystać z informacji które mogą nam pomóc w walce z wirusem oraz przy dokonywaniu trudnych wyborów przed którymi staje każdy z nas. Niewątpliwie genetyka jednoznacznie uświadamia nam że każdy jest inny i wymaga też indywidualnego podejścia.
P.S Postaram się w najbliższym czasie jeszcze dokładniej przeanalizować znaczenie statusu IL28B SNP C/T i IL28B SNP T/G w obszarze prowadzonej terapii interferonowej
niedziela, 26 lutego 2012
wtorek, 21 lutego 2012
Na plusie
Po pół roku od zakończenia terapii jednak wylądowałam na plusie.
Dzisiaj udało mi się odebrać wyniki. Powiem szczerze że przez chwilę dosłownie zrobiło mi się przykro, potem jednak stwierdziłam że żadna szansa nie została mi odebrana. A kwestia wyleczenia po prostu odsunęła się w czasie. Największy problemem z moim wynikiem okazał się dla mojej rodziny, która jest załamana i w tej chwili to ja wszystkich pocieszam. Tak się nastawili, w przeciwieństwie do mnie, że już się pozbędę wirusa, że czują ogromne rozczarowanie.
Żadnych konkretnych wytycznych odnośnie dalszego postępowania od lekarki nie otrzymałam. Wszystko się sprowadziło do słów "Czekać na trzeci lek". Oczywiście pojawiło się enigmatyczne może już będzie w następnym roku. Ja taką optymistką niestety nie jestem.
Pytałam także o badania w ośrodku w którym się leczę. Niestety okazuje się że osoba taka jak ja, właściwie ma małe szanse na dostanie się do tych programów. Kryteria najczęściej zakładają że pacjent taki nie może być wcześniej leczony. Rzadko kiedy firmy farmaceutyczne prowadzą badania na relapsers'ach czyli osobach które miały nawrót wirusa. No nic trzeba szukać i się interesować.
Na razie zawieszenie w próżni. Kontrolne wizyty w przychodni co jakieś pół roku. I czekanie aż się stan wątroby pogorszy o następny stopień włóknienie, żeby powtórzyć terapię :D Bo to jest warunkiem dopuszczenia do powtórnego leczenia, przynajmniej u mnie. Troszkę to brzmi groteskowo, właściwie tragikomicznie.
Może przypomnę w takim razie skrót przez moją terapię
Startowałam 3,8 miliona wirusa na koncie
Po 12 tygodniach nie miałam minusa lecz <15 IU/ml mało ale zawsze ;)
Po 48 tygodniach minus
Po 6 miesiącach od zakończenia terapii Plus
W czasie leczenia łącznie przez 3,5 miesiąca miałam zmniejszane dawki Rybawiryny głównie z powodu niskiej Hemoglobiny. Co dla terapii ważne, mniejsze dawki były już wprowadzone w pierwszych 3 miesiącach leczenia.
Moja znajoma z którą wspólnie przechodziłyśmy terapię. Właściwie może ze 2 miesiące otrzymywała pełne dawki. Po trzech miesiącach podobnie jak u mnie, stwierdzono obecność wirusa we krwi. Kilkakrotnie leżała w szpitalu w związku z zagrożeniem życia z powodu tragicznych parametrów krwi. Chciano jej przerwać terapię. Walczyła jednak dzielnie i w nagrodę otrzymała minus po pół roku od zakończenia terapii.
Piszę to wszystko aby uświadomić Wam że nie ma żadnej reguły. To tylko nasze uwarunkowania i sprzyjające okoliczności decydują o tym jaki osiągniemy wynik na samym końcu.
Dzisiaj udało mi się odebrać wyniki. Powiem szczerze że przez chwilę dosłownie zrobiło mi się przykro, potem jednak stwierdziłam że żadna szansa nie została mi odebrana. A kwestia wyleczenia po prostu odsunęła się w czasie. Największy problemem z moim wynikiem okazał się dla mojej rodziny, która jest załamana i w tej chwili to ja wszystkich pocieszam. Tak się nastawili, w przeciwieństwie do mnie, że już się pozbędę wirusa, że czują ogromne rozczarowanie.
Żadnych konkretnych wytycznych odnośnie dalszego postępowania od lekarki nie otrzymałam. Wszystko się sprowadziło do słów "Czekać na trzeci lek". Oczywiście pojawiło się enigmatyczne może już będzie w następnym roku. Ja taką optymistką niestety nie jestem.
Pytałam także o badania w ośrodku w którym się leczę. Niestety okazuje się że osoba taka jak ja, właściwie ma małe szanse na dostanie się do tych programów. Kryteria najczęściej zakładają że pacjent taki nie może być wcześniej leczony. Rzadko kiedy firmy farmaceutyczne prowadzą badania na relapsers'ach czyli osobach które miały nawrót wirusa. No nic trzeba szukać i się interesować.
Na razie zawieszenie w próżni. Kontrolne wizyty w przychodni co jakieś pół roku. I czekanie aż się stan wątroby pogorszy o następny stopień włóknienie, żeby powtórzyć terapię :D Bo to jest warunkiem dopuszczenia do powtórnego leczenia, przynajmniej u mnie. Troszkę to brzmi groteskowo, właściwie tragikomicznie.
Może przypomnę w takim razie skrót przez moją terapię
Startowałam 3,8 miliona wirusa na koncie
Po 12 tygodniach nie miałam minusa lecz <15 IU/ml mało ale zawsze ;)
Po 48 tygodniach minus
Po 6 miesiącach od zakończenia terapii Plus
W czasie leczenia łącznie przez 3,5 miesiąca miałam zmniejszane dawki Rybawiryny głównie z powodu niskiej Hemoglobiny. Co dla terapii ważne, mniejsze dawki były już wprowadzone w pierwszych 3 miesiącach leczenia.
Moja znajoma z którą wspólnie przechodziłyśmy terapię. Właściwie może ze 2 miesiące otrzymywała pełne dawki. Po trzech miesiącach podobnie jak u mnie, stwierdzono obecność wirusa we krwi. Kilkakrotnie leżała w szpitalu w związku z zagrożeniem życia z powodu tragicznych parametrów krwi. Chciano jej przerwać terapię. Walczyła jednak dzielnie i w nagrodę otrzymała minus po pół roku od zakończenia terapii.
Piszę to wszystko aby uświadomić Wam że nie ma żadnej reguły. To tylko nasze uwarunkowania i sprzyjające okoliczności decydują o tym jaki osiągniemy wynik na samym końcu.
czwartek, 19 stycznia 2012
Wirus HCV atakuje także komórki mózgowe
Objawy klinicznie występujące u części pacjentów zarażonych wirusem HCV wskazywały na pewne zależności pomiędzy zaburzeniami ośrodkowego układu nerwowego a wirusowym zapaleniem wątroby typu C. Obecnie te przypuszczenia zostały potwierdzenie w badaniach. Naukowcy z Uniwersytetu w Birmingham jako pierwsi wykazali możliwość replikacji wirusa na terenie mózgu. Spośród 10 próbek poddanych analizie, w 4 odnaleziono wirusa. To wskazuje że istnieją także inne komórki oprócz hepatocytów które są narażone na atak wirusa. Wirus zapalenia wątroby typu C ma możliwość przekraczania bariery krew-mózg. Mózg więc może stać się tzw. rezerwuar jego występowania. Niestety interferon tylko w niewielkim stopniu przenika tę barierę , co skutkuje mniejszym polem działania dla tego leku.
Nie są to za wesołe informacje, choć ja szczerze pisząc nie jestem nimi w ogóle zdziwiona. Po pierwsze już wcześniejsze badania wskazywały na taką możliwość, po drugie filtruje to wszystko przez własne doświadczenia. Od początku na tym blogu pisałam że to co mnie najbardziej męczy w tej chorobie, to właśnie zaburzenia kojarzeniowe i koncentracji. I to się pojawiło przed leczeniem. Nie wspomnę także o stanach "depresyjnych" choć w moim przypadku bym tego nie demonizowała, wiem co to jest depresja aż za dobrze i daleko mi zawsze było do niej. Jednak to wszystko jak najbardziej układa się w jakąś logiczną całość. Może nie wesoła ale jednak potrzebna wiedze. Moim zdaniem warto sobie zdawać sprawę że i w tym obszarze wirus także nas atakuje.
Źródło
http://medicalxpress.com/news/2012-01-scientists-brain-vulnerable-hepatitis-virus.html
Nie są to za wesołe informacje, choć ja szczerze pisząc nie jestem nimi w ogóle zdziwiona. Po pierwsze już wcześniejsze badania wskazywały na taką możliwość, po drugie filtruje to wszystko przez własne doświadczenia. Od początku na tym blogu pisałam że to co mnie najbardziej męczy w tej chorobie, to właśnie zaburzenia kojarzeniowe i koncentracji. I to się pojawiło przed leczeniem. Nie wspomnę także o stanach "depresyjnych" choć w moim przypadku bym tego nie demonizowała, wiem co to jest depresja aż za dobrze i daleko mi zawsze było do niej. Jednak to wszystko jak najbardziej układa się w jakąś logiczną całość. Może nie wesoła ale jednak potrzebna wiedze. Moim zdaniem warto sobie zdawać sprawę że i w tym obszarze wirus także nas atakuje.
Źródło
http://medicalxpress.com/news/2012-01-scientists-brain-vulnerable-hepatitis-virus.html
środa, 18 stycznia 2012
Świat Kobiety- artykuły o WZW C (moje wątpliwości)
Chwała czasopismom popularnym za to że starają się edukować społeczeństwo. Każda inicjatywa jest naprawdę cenna.
część I
część II
Czytam sobie te artykułu z perspektywy zwykłych ludzi, przysłowiowego Kowalskiego u którego najczęściej nie ma wiedzy medycznej ani tym bardziej bardziej specjalistycznej w dziedzinie HCV. I zaczynają mnie denerwować takie niedoprecyzowane sformułowania, które niestety można zinterpretować bardzo różnie, a właściwie to ja uprawiam nadinterpretację ponieważ Kowalski ani sekundy nie będzie analizował tematu, tylko odbierze czytany tekst dosłownie.
Cytuję
"Do grup ryzyka zakażenia WZW typu C należą:
· narkomani, stosujący środki odurzające drogą dożylną lub donosową,
· osoby często hospitalizowane, po zabiegach chirurgicznych, pacjenci hemodializowani i po transplantacji narządów,
· osoby mające liczne kontakty heteroseksualne lub homoseksualne,
· osoby mające długotrwały kontakt z zarażonym wirusem HCV,
· osoby po zabiegach stomatologicznych, a także kosmetycznych z naruszeniem ciągłości tkanek, np. po tatuażach,
· noworodki urodzone przez matki HCV-dodatnie."
Koniec cytatu
Rzeczywiście istnieje niewielki ryzyko sięgające 2 procent przy kontaktach heteroseksualnych. I będę złośliwa, bo to oznacza że właściwie w grupie ryzyka jest prawie cała dorosła populacja, oprócz tych co zachowują celibat. Czyli wszyscy prowadzący aktywne życie seksualne i hetero i homo. To po co w ogóle pisać o grupie ryzyka skoro to jesteśmy my wszyscy? Może by warto wspomnieć jednak że wśród homoseksualistów to ryzyko wzrasta do 6%?
Niefortunne zdanie że narażone są osoby mające długotrwały kontakt z zarażonym wirusem HCV bez doprecyzowania w jakich obszarach występuje to zagrożenie, może budzić strach. Sama bym się przestraszyła gdyby np. koleżanka z pracy miała HCV a w Świecie Kobiety napisali że "przebywanie z nią może skutkować zarażeniem".
Wiem że to jest z mojej strony czepialstwo. Wiem że jestem złośliwa, czasami tak mamy niestety, bo powinnam docenić wysiłek i chęć poruszania tematu. I w tej materii z całą pewnością to czynię. Tylko czytając po raz kolejny te grupy ryzyka, ciągle powtarzane te drogi zakażenia które mają marginalne znaczenie bo sięgają często mniej niż 2 procent, zastanawiam się czy to nie jest rozmywanie odpowiedzialności.
A tak za każdym razem mamy wiele przyczyn i gdzieś tam w tym tłumie innych zagrożeń, pojawiają się kontakty ze służbą zdrowia. Szkoda że to nie jest podkreślane, że ta droga skutkuje prawie 80% zakażeń.
I jeszcze jeden przykład wykluczającego się zdania. Ja wiem co autor miał na myśli. Tylko czy przerażone osoby które dopiero edukują się w temacie rzeczywiście prawidłowo zinterpretują ten tekst
Cytuję
"Dziś wiadomo, że wczesne rozpoznanie WZW typu C oraz podjęcie leczenia zwiększają szanse na skuteczne wyleczenie. "
(......)
w innym punkcie artykułu znalazło się następujące zdanie
"Dotychczas nie opracowano szczepionki przeciw HCV i brak jest w pełni
skutecznego leczenia."
Czyli właściwie kaplica nie mam szans na wyleczenie, można się chociaż "podleczyć" ?
Sama mam problemy z wyrażaniem myśli i rozumiem że czasami jest ciężko coś spójnie przekazać w tak ograniczonym tekście. Tylko trzeba naprawdę starać się aby takich wpadek nie było. Tym bardziej że firmują to laboratoria eksperckie, czyli naprawdę mające wiedzę w tej dziedzinie.
Polecam za to część II artykułu na temat diagnostyki, dla osób które dopiero są na początku drogi walki z HCV i uczą się poruszania po trudnej terminologii i próbują zrozumieć kierunki działania które muszą sami czy wraz z lekarzami podjąć by się diagnozować w kwestii HCV .
część I
część II
Czytam sobie te artykułu z perspektywy zwykłych ludzi, przysłowiowego Kowalskiego u którego najczęściej nie ma wiedzy medycznej ani tym bardziej bardziej specjalistycznej w dziedzinie HCV. I zaczynają mnie denerwować takie niedoprecyzowane sformułowania, które niestety można zinterpretować bardzo różnie, a właściwie to ja uprawiam nadinterpretację ponieważ Kowalski ani sekundy nie będzie analizował tematu, tylko odbierze czytany tekst dosłownie.
Cytuję
"Do grup ryzyka zakażenia WZW typu C należą:
· narkomani, stosujący środki odurzające drogą dożylną lub donosową,
· osoby często hospitalizowane, po zabiegach chirurgicznych, pacjenci hemodializowani i po transplantacji narządów,
· osoby mające liczne kontakty heteroseksualne lub homoseksualne,
· osoby mające długotrwały kontakt z zarażonym wirusem HCV,
· osoby po zabiegach stomatologicznych, a także kosmetycznych z naruszeniem ciągłości tkanek, np. po tatuażach,
· noworodki urodzone przez matki HCV-dodatnie."
Koniec cytatu
Rzeczywiście istnieje niewielki ryzyko sięgające 2 procent przy kontaktach heteroseksualnych. I będę złośliwa, bo to oznacza że właściwie w grupie ryzyka jest prawie cała dorosła populacja, oprócz tych co zachowują celibat. Czyli wszyscy prowadzący aktywne życie seksualne i hetero i homo. To po co w ogóle pisać o grupie ryzyka skoro to jesteśmy my wszyscy? Może by warto wspomnieć jednak że wśród homoseksualistów to ryzyko wzrasta do 6%?
Niefortunne zdanie że narażone są osoby mające długotrwały kontakt z zarażonym wirusem HCV bez doprecyzowania w jakich obszarach występuje to zagrożenie, może budzić strach. Sama bym się przestraszyła gdyby np. koleżanka z pracy miała HCV a w Świecie Kobiety napisali że "przebywanie z nią może skutkować zarażeniem".
Wiem że to jest z mojej strony czepialstwo. Wiem że jestem złośliwa, czasami tak mamy niestety, bo powinnam docenić wysiłek i chęć poruszania tematu. I w tej materii z całą pewnością to czynię. Tylko czytając po raz kolejny te grupy ryzyka, ciągle powtarzane te drogi zakażenia które mają marginalne znaczenie bo sięgają często mniej niż 2 procent, zastanawiam się czy to nie jest rozmywanie odpowiedzialności.
A tak za każdym razem mamy wiele przyczyn i gdzieś tam w tym tłumie innych zagrożeń, pojawiają się kontakty ze służbą zdrowia. Szkoda że to nie jest podkreślane, że ta droga skutkuje prawie 80% zakażeń.
I jeszcze jeden przykład wykluczającego się zdania. Ja wiem co autor miał na myśli. Tylko czy przerażone osoby które dopiero edukują się w temacie rzeczywiście prawidłowo zinterpretują ten tekst
Cytuję
"Dziś wiadomo, że wczesne rozpoznanie WZW typu C oraz podjęcie leczenia zwiększają szanse na skuteczne wyleczenie. "
(......)
w innym punkcie artykułu znalazło się następujące zdanie
"Dotychczas nie opracowano szczepionki przeciw HCV i brak jest w pełni
skutecznego leczenia."
Czyli właściwie kaplica nie mam szans na wyleczenie, można się chociaż "podleczyć" ?
Sama mam problemy z wyrażaniem myśli i rozumiem że czasami jest ciężko coś spójnie przekazać w tak ograniczonym tekście. Tylko trzeba naprawdę starać się aby takich wpadek nie było. Tym bardziej że firmują to laboratoria eksperckie, czyli naprawdę mające wiedzę w tej dziedzinie.
Polecam za to część II artykułu na temat diagnostyki, dla osób które dopiero są na początku drogi walki z HCV i uczą się poruszania po trudnej terminologii i próbują zrozumieć kierunki działania które muszą sami czy wraz z lekarzami podjąć by się diagnozować w kwestii HCV .
czwartek, 5 stycznia 2012
Nic nowego , nic ciekawego
Z kronikarskiego obowiązku, bo się dawno nie odzywałam.
Nie trafiło mnie jeszcze, żyję sobie spokojnie, zajmuje się swoimi sprawami.
Samopoczucie wraca do stanu sprzed terapii. Co charakterystyczne zaczynam się męczyć nie tylko wysiłkiem fizycznym ale przede wszystkim akcjami związanymi ze zwiększonym funkcjowaniem, odbiegającymi od standardu codziennej rutyny. Miałam to samo przed terapią że każdy wyjazd, każde zwiększenie aktywności fizycznej lub umysłowem musiałam "odchorować". Odtajałam po czymś takim 2-3 dni. A więc wróciło to do mnie i zaczyna mnie to denerwować.
A tak poza tym jest wspaniale, samopoczucie w porównaniu z terapią po prostu cudowne. Humor także mi dopisuje oraz tolerancja dla innych ludzi wróciła do stanu akceptowalnego.
Po trzech miesiącach od zakończenia terapii zrobiłam sobie prywatnie wyniki krwi. No i przestałam się dziwić że miałam taki power po leczeniu. Jeśli w ciągu 3 miesięcy hemoglobina skoczyła mi z 10 do 14. I już wiem jak się czują sportowcy którzy w ramach dopingu faszerują się erytropoetyną. To jest uczucie, wspaniałe, cudowne i nigdy go nie zapomnę. To właśnie to co dobrego zafundowała mi terapia. I jeszcze jestem mile zaskoczona moim cukrem, który ciągle był odrobinę za wysoki. Po terapii jest właściwie lekko poniżej normy, pomimo tego że 3 miesiące wcinałam słodycze aż mi się uszy trzęsły. Teraz już to się ustabilizowało na szczęście.
Dobrą wiadomością jest także powrót do normy moich trójglicerydów, z którymi walczyłam od kilku lat. I to powiem Wam że ta norma została uzyskana bez leków, bo w czasie terapii odstawiłam specyfiki obniżające lipidy i o dziwo sama terapia mi je ustabilizowała. I mam ochotę teraz pokazać język wszystkim 5 lekarzom którzy twierdzili że moje nieustabilizowanie w temacie trójglicerydów nic nie ma wspólnego z HCV i wątrobą. Może jednak ma , hahhahahaha
Wyniki mam więc świetne poza parametrami wątrobowymi oczywiście. Te są nieustannie podwyższone i się ani w czasie terapii ani po niej nigdy nie zmieściły w książkowej normie.
A teraz pamiątki po terapii, które na szczęście są mniej nasilone
Alergia na twarzy, nadal niczym nie mogę się dotknąć do twarzy, żaden krem w ogóle nie wchodzi w rachubę. Jednak jest o wiele lepiej bo nie swędzi i nie piecze jak niczym nie smaruje, tylko skóra się łuszczy.
Problemy z alergią pokarmową nadal się zdarzają ale występują w zmniejszonym natężeniu. W tym miesiącu mam wizytę u gastrologa, zobaczymy co ciekawego mi powie.
Nadal nie słyszę zbyt dobrze, ale właściwie nie przeszkadza mi to w funkcjonowaniu po prostu proszę o powtórzenie niektórych rzeczy. Wzrok także mi poleciał, na razie walczę jednak o utrzymanie takiego stanu i bronię się przed okularami. Pamięć- hmmm raz lepiej, raz gorzej. Za to utrzymuje się brak koncentracji. I pozytywna hiper zmiana, mam coraz mniejsze problemy ze snem.
Właściwie napiszę szczerze nie boję się wyniku terapii. Każdy przyjmę ze spokojem. Nie zaciskam pięści, nie wznoszę modłów i tak dalej. Cieszę się chwilą obecną. A na wynik przyjdzie mi poczekać jeszcze prawie 2 miesiące.
Nie trafiło mnie jeszcze, żyję sobie spokojnie, zajmuje się swoimi sprawami.
Samopoczucie wraca do stanu sprzed terapii. Co charakterystyczne zaczynam się męczyć nie tylko wysiłkiem fizycznym ale przede wszystkim akcjami związanymi ze zwiększonym funkcjowaniem, odbiegającymi od standardu codziennej rutyny. Miałam to samo przed terapią że każdy wyjazd, każde zwiększenie aktywności fizycznej lub umysłowem musiałam "odchorować". Odtajałam po czymś takim 2-3 dni. A więc wróciło to do mnie i zaczyna mnie to denerwować.
A tak poza tym jest wspaniale, samopoczucie w porównaniu z terapią po prostu cudowne. Humor także mi dopisuje oraz tolerancja dla innych ludzi wróciła do stanu akceptowalnego.
Po trzech miesiącach od zakończenia terapii zrobiłam sobie prywatnie wyniki krwi. No i przestałam się dziwić że miałam taki power po leczeniu. Jeśli w ciągu 3 miesięcy hemoglobina skoczyła mi z 10 do 14. I już wiem jak się czują sportowcy którzy w ramach dopingu faszerują się erytropoetyną. To jest uczucie, wspaniałe, cudowne i nigdy go nie zapomnę. To właśnie to co dobrego zafundowała mi terapia. I jeszcze jestem mile zaskoczona moim cukrem, który ciągle był odrobinę za wysoki. Po terapii jest właściwie lekko poniżej normy, pomimo tego że 3 miesiące wcinałam słodycze aż mi się uszy trzęsły. Teraz już to się ustabilizowało na szczęście.
Dobrą wiadomością jest także powrót do normy moich trójglicerydów, z którymi walczyłam od kilku lat. I to powiem Wam że ta norma została uzyskana bez leków, bo w czasie terapii odstawiłam specyfiki obniżające lipidy i o dziwo sama terapia mi je ustabilizowała. I mam ochotę teraz pokazać język wszystkim 5 lekarzom którzy twierdzili że moje nieustabilizowanie w temacie trójglicerydów nic nie ma wspólnego z HCV i wątrobą. Może jednak ma , hahhahahaha
Wyniki mam więc świetne poza parametrami wątrobowymi oczywiście. Te są nieustannie podwyższone i się ani w czasie terapii ani po niej nigdy nie zmieściły w książkowej normie.
A teraz pamiątki po terapii, które na szczęście są mniej nasilone
Alergia na twarzy, nadal niczym nie mogę się dotknąć do twarzy, żaden krem w ogóle nie wchodzi w rachubę. Jednak jest o wiele lepiej bo nie swędzi i nie piecze jak niczym nie smaruje, tylko skóra się łuszczy.
Problemy z alergią pokarmową nadal się zdarzają ale występują w zmniejszonym natężeniu. W tym miesiącu mam wizytę u gastrologa, zobaczymy co ciekawego mi powie.
Nadal nie słyszę zbyt dobrze, ale właściwie nie przeszkadza mi to w funkcjonowaniu po prostu proszę o powtórzenie niektórych rzeczy. Wzrok także mi poleciał, na razie walczę jednak o utrzymanie takiego stanu i bronię się przed okularami. Pamięć- hmmm raz lepiej, raz gorzej. Za to utrzymuje się brak koncentracji. I pozytywna hiper zmiana, mam coraz mniejsze problemy ze snem.
Właściwie napiszę szczerze nie boję się wyniku terapii. Każdy przyjmę ze spokojem. Nie zaciskam pięści, nie wznoszę modłów i tak dalej. Cieszę się chwilą obecną. A na wynik przyjdzie mi poczekać jeszcze prawie 2 miesiące.
czwartek, 22 grudnia 2011
piątek, 2 grudnia 2011
Dieta wątrobowa
Podobno nic takiego nie istnieje. Każdy musi ustalić swój jadłospis w zależności od indywidualnych reakcji organizmu . I rzeczywiście jest to najlepszy sposób by sobnie nie szkodzić.
Czytając zalecenia przy diecie dr Budwig, opartej o uzupełnianie kwasów Omega 3, postanowiłam wkleić kilka rad jakie są skierowane do osób z zaburzeniami funkcjonowania wątroby
Wskazówki ogólne:
Oznakami chorej wątroby są: zakłócone trawienie, wzdęcia, nudności, odkładanie się tkanki tłuszczowej wokół talii, zaparcia. Obciążona wątroba, może być przyczyną innych chorób.
Należy zastosować dietę oczyszczającą, eliminującą pokarmy i toksyny, obciążające wątrobę. Dotyczy to głównie żywności ciężkostrawnej (tłuszcze zwierzęce, utwardzone w wyrobach cukierniczych).
Dobry wpływ mają pokarmy umiarkowanie ostre i zielone warzywa (pietruszka, jarmuż, kapusta włoska).
Pamiętać też, o odpowiedniej ilości kwasów omega-3, które usuwają toksyny i inne zanieczyszczenia, przez błony komórkowe wątroby.
Rano wypić ciepłą wodę, z sokiem z połowy cytryny. Potem 3x dziennie, po 2 szklanki wody, między posiłkami.
Posiłki powinny być świeże, ciepłe.
Warzywa gotować na parze, rzadziej jeść surowe (lepsze trawienie, i mniej środków ochrony roślin).
Robić okłady z termoforu na wątrobę.
Wprowadzić do diety:
Zboża nierafinowane: orkisz; kasza jaglana i gryczana; płatki owsiane; amarantus; ryż brązowy, dziki i basmati, płukany w wodzie, dla lepszej strawności.
Chleb żytni 100% na zakwasie, czerstwy, bułki grahamki, chleb orkiszowy.
Nasiona roślin strączkowych (soczewica, fasola mung), w małych ilościach i jako przeciery.
Oleje roślinne (w tym lniany budwigowy). Poleca się też olej z nasion ogórecznika i wiesiołka.
Warzywa (600g dziennie) gotowane, rozdrobnione: marchew, buraki, pasternak, seler naciowy, sałata, ogórki, ziemniaki gotowane w łupinach, kapusta włoska gotowana, czosnek i cebula (jeśli są tolerowane).
Soki domowe, np. z buraka.
Owoce (200g dziennie): brzoskwinie, wiśnie, cytryny, grejpfruty, jabłka pieczone lub gotowane.
Chude mięso: piersi drobiowe, indyk, królik, jagnięcina w małych ilościach.
Ryby: dorsz, mintaj, pstrąg, łosoś, jesiotr, sola, kergulena, miętus.
Jaja ekologiczne, kurze i przepiórcze, np. od kur zielononóżek.
Wodorosty morskie (sklepy ze zdrową żywnością).
Tofu z soi ekologicznej.
Przyprawy mało ostre, np.: kurkuma, bazylia, liść laurowy, kardamon, majeranek, koper, rozmaryn, mlecz – sprzedawane osobno. Nie kupować gotowych mieszanek przypraw, bo zawierają sól, czy glutaminian.
Wino wytrawne (30ml dziennie), jako przyprawa do dań gotowanych.*
Miód w ograniczonych ilościach (działa odtruwająco).
Zamiast cukru: cukier brzozowy (inulina) w proszku, czy stewia (słodkie liście w proszku) – w sklepach ze zdrową żywnością.
Do picia: herbata Rooibos, zielona, czerwona, biała; woda niskomineralizowana; napar z rumianku szlachetnego, lucerny, melisy, mięty; podpiwki i wina własnej roboty (w małych ilościach).
*- uwaga przy schorzeniach wątroby wszyscy lekarze są zgonie że nie należy przyjmować alkoholu pod żadną postacią. Ten punkt tej diety jest moim zdaniem mocno dyskusyjny
Wykluczyć z diety:
Sztuczne dodatki do żywności: konserwanty, aspartam (słodzik), barwniki, glutaminian sodu.
Żywność przetworzoną, z kuchenki mikrofalowej, fast-food, garmażeryjną, instant.
Cukier, słodycze, dżemy, soki słodzone sklepowe.
Potrawy smażone.
Produkty pszenne (chleb pszenny, ciasta, pierogi, kopytka, makarony), bo gluten może powodować obrzęk wątroby.
Mleko niekwaszone i produkty z mlekiem w proszku (słodycze, desery mleczne itp.).
Tłuste czerwone mięso, ser żółty, śmietana, lody, czekolada, wyroby ciastkarskie.
Wędliny, konserwy mięsne i rybne.
Warzywa kapustne, cebulowe, szparagi.
Owoce surowe, np. śliwki, gruszki, czereśnie.
Używki, piwo, wino siarkowane (siarczyny są konserwantami, przy produkcji win).
Ostre przyprawy.
Herbatę czarną (zawarta w niej teina, utrudnia wchłanianie żelaza i tworzy kamienie nerkowe).
Kawę kofeinową i bezkofeinową.
Orzechy pistacjowe i arachidowe (mogą zawierać mykotoksyny – substancje rakotwórcze kumulując się w wątrobie, ponadto spowalniają metabolizm wątroby). Inne orzechy – sporadycznie.
Umieszczone powyżej informacje zostały skopiowane ze strony
http://www.olej-budwigowy.info/
Czytając zalecenia przy diecie dr Budwig, opartej o uzupełnianie kwasów Omega 3, postanowiłam wkleić kilka rad jakie są skierowane do osób z zaburzeniami funkcjonowania wątroby
Wskazówki ogólne:
Wprowadzić do diety:
*- uwaga przy schorzeniach wątroby wszyscy lekarze są zgonie że nie należy przyjmować alkoholu pod żadną postacią. Ten punkt tej diety jest moim zdaniem mocno dyskusyjny
Wykluczyć z diety:
Umieszczone powyżej informacje zostały skopiowane ze strony
http://www.olej-budwigowy.info/
Subskrybuj:
Posty (Atom)

